Europejskie służby ujawniły gigantyczną sieć fałszywych stron, która przez lata działała niemal niezauważona. Jej twórca nie tylko zarabiał na nielegalnych treściach, ale przede wszystkim oszukiwał własnych „klientów”.
Sprawa pokazuje, jak łatwo w ukrytej części internetu stworzyć rozbudowaną infrastrukturę przestępczą. Jednocześnie ujawnia, że nawet w świecie cyberprzestępców nie brakuje… oszustw na oszustach.
Gigantyczna sieć fałszywych stron
Według ustaleń śledczych 35-letni mężczyzna z Chin stworzył aż 373 tysiące adresów w sieci Tor. Strony miały oferować nielegalne treści (w tym zoo- i pedofilskie) oraz dostęp do skradzionych danych czy systemów komputerowych. Były to jednak wyłącznie przynęty. Użytkownicy widzieli zapowiedzi i fragmenty materiałów, ale po dokonaniu płatności nie otrzymywali nic. Cały mechanizm był zaprojektowany tak, aby wyłudzać kryptowaluty. Skala operacji była ogromna. Sieć obejmowała setki tysięcy domen .onion, a także dziesiątki wariantów tych samych platform.
Setki serwerów i tysiące ofiar
Śledztwo trwało od 2021 roku i doprowadziło do przejęcia 105 serwerów. Dzięki analizie transakcji kryptowalutowych udało się również zidentyfikować setki użytkowników korzystających z tych stron.

Według szacunków sprawca zarobił około 400 tysięcy dolarów (w formie ok. 18 bitcoinów), „obsługując” około 10 tysięcy klientów. Choć kwota nie wydaje się ogromna w skali cyberprzestępczości, imponuje sposób jej osiągnięcia – poprzez masowe, zautomatyzowane oszustwo.

Europejscy śledczy nie ujawnili nazwiska chińskiego podejrzanego, ale opublikowali jego zdjęcie i poinformowali, że wydano wobec niego międzynarodowy nakaz aresztowania. Większość serwerów z których korzystał podejrzany była hostowana w Niemczech. Co istotne, infrastruktura była rozproszona i niezwykle trudna do wykrycia. Jak podkreślają śledczy, liczba i różnorodność domen sprawiały, że tradycyjne metody analizy były niewystarczające.
Ciemna strona internetu w praktyce
Operacja Europolu pokazuje, jak funkcjonuje współczesny Dark Web. To przestrzeń działań nie tylko przestępców, ale także tych, którzy żerują na ich naiwności. W związku z tym, że użytkownicy padali ofiarą oszustwa, próbując kupić nielegalne treści lub dane, organy ścigania zidentyfikowały również osoby potencjalnie zaangażowane w inne przestępstwa.
Sprawa stanowi przypomnienie, że anonimowość sieci Tor nie gwarantuje bezpieczeństwa – a służby nie mają litości nawet dla tych, którzy „oszukują oszustów”.
Źródło: PCMag