Tytuł inspirowany tekstem piosenki Sylwii Grzeszczak, która chodzi mi w tej chwili po głowie, nabiera dziś nowego znaczenia w kontekście obecności najmłodszych w Internecie. Aktywności dzieci w sieci pozostają na dłużej, niż przypuszczają ich rodzice. Skutki tej obecności często nie są widoczne od razu. Problem nie leży wyłącznie w czasie spędzonym przed ekranem, ale przede wszystkim w rodzaju treści i braku odpowiedniego wsparcia ze strony opiekunów. Przypomina o tym NASK.
Dzieci w sieci – złożony problem codzienności
Współczesne dzieci korzystają z Internetu od najmłodszych lat. Już kilkuletnie maluchy potrafią obsługiwać smartfony i tablety. Dostęp do YouTube czy gier online nie stanowi dla nich żadnej bariery. Według danych Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę, czas spędzany przez dzieci w sieci to średnio 4–6 godzin dziennie. W skrajnych przypadkach znacznie więcej. Dla jednych to przerażające, inni uważają, że to znak czasu. Bez względu na ocenę, rodzi to odpowiedzialność ze strony opiekunów.
Obecność dzieci w sieci i to, jak dużo spędzają tam czasu, rodzi poważne konsekwencje – zarówno psychiczne, jak i społeczne. Nadmierna ekspozycja na bodźce, brak aktywności fizycznej, uzależnienie od aplikacji oraz trudności w utrzymaniu relacji offline to tylko niektóre z nich. Ponownie: stanowczo zbyt często są one bagatelizowane.
Niewidoczne zagrożenia – od filmików po przemoc
Internet to przestrzeń, w której dzieci mogą natknąć się na szkodliwe treści, zanim ktokolwiek zdąży na to zareagować. Trudno wyobrazić sobie, aby rodzice mogli w każdej sekundzie monitorować aktywność ich pociech. Tymczasem, mowa nie tylko o brutalnych obrazach czy erotyce, ale także o materiałach propagujących dyskryminację, mowę nienawiści, autodestrukcyjne zachowania czy zaburzone wzorce relacji. Algorytmy serwisów społecznościowych, pozornie neutralne, nie potrafią skutecznie filtrować treści względem wieku odbiorcy. A czym skorupka za młodu nasiąknie…
Dzieci w sieci rzadko dzielą się tym, co zobaczyły lub przeczytały – często z obawy przed reakcją dorosłych. Brak rozmowy prowadzi do sytuacji, w której młody człowiek pozostaje sam z trudnymi emocjami.
Warto nauczyć dzieci trzech prostych filtrów, przez które mogą spojrzeć na to, co chcą opublikować w sieci. Pierwszy to wyobraźnia i pytanie „Jak to może wykorzystać ktoś, kto mnie nie lubi?”. Drugi to empatia – „Co poczują inni, gdy to zobaczą?”. Trzeci to bezpieczeństwo – „Jak wpłynie to na mój wizerunek?”. Czasami nie trzeba nic publikować, żeby narazić swoją reputację. Wystarczy zacząć odpowiadać na prowokacyjne wiadomości od nieznajomych, żeby uruchomić lawinę, której nie da się już zatrzymać. Dlatego zawsze radzę rodzicom, aby uczyli swoje dzieci ignorowania podejrzanych wiadomości i natychmiastowego zgłaszania ich dorosłym. To podstawa bezpiecznego budowania wizerunku w sieci
– radzi Marta Witkowska, ekspertka NASK ds. edukacji cyfrowej.
Kontrola i rozmowa – niezbędne narzędzia dla rodziców
Psychologowie i pedagodzy zgodnie podkreślają, że kluczową rolę w ograniczaniu negatywnych skutków cyfrowego życia odgrywają dorośli. Rodzice powinni nie tylko kontrolować czas spędzany przez dzieci w sieci, ale przede wszystkim interesować się tym, z czego korzystają najmłodsi. Pamiętajcie o tym. Niektórzy decydują się zupełnie odciąć dzieci od sieci, inni starają się cały, limitowany czas z pociechami spędzać w Internecie niejako „wspólnie”.
W komunikacie NASK polecane są bezpieczne przeglądarki, ale też VPN jako środki do zwiększania bezpieczeństwa dzieci w sieci i poziomu ich prywatności.
Ważniejsze od blokad są regularne rozmowy, wspólne ustalanie zasad i budowanie relacji opartej na zaufaniu. Tylko w ten sposób możliwe jest wyłapanie niepokojących sygnałów i przeciwdziałanie uzależnieniu od Internetu.
Źródło: NASK