Rada Ministrów właśnie przyjęła projekt ustawy, który odetnie dzieciaki od smartfonów. Od września szkoła ma być miejscem nauki, a nie scrollowania TikToka. Rządzący właśnie przyjęli dokument i od razu skierowali sprawę do Sejmu.
Rząd odcina dzieci od smartfonów. Szkoły będą wyglądały zupełnie inaczej
Niezależnie od tego, czy placówka jest publiczna, czy prywatna, od września wejdzie tam całkowity zakaz używania telefonów. Nie chodzi tylko o lekcje – smartfona nie będzie można wyciągnąć również na przerwie, a nawet podczas zajęć w terenie. Zakaz obejmuje wszelkie urządzenia, które łączą się z internetem albo potrafią nagrywać obraz i dźwięk.
Co ciekawe, starsi uczniowie dostaną więcej luzu. W liceach, technikach i szkołach branżowych to dyrekcja zdecyduje, co zrobić z problemem. Szkoły ponadpodstawowe będą mogły wpisać zakaz do swojego statutu, ale nie muszą tego robić, jeśli uznają, że młodzież potrafi kontrolować czas spędzany przed ekranem.
Jak stwierdziła ministra edukacji Barbara Nowacka podczas konferencji prasowej po posiedzeniu Rady Ministrów:
„Kryzys zdrowia psychicznego dzieci i młodzieży jest niezaprzeczalnym faktem, a jednym z głównych czynników wpędzających młodych ludzi w kryzys jest to, co dzieje się w przestrzeni wirtualnej. Już ponad 50% szkół wprowadziło różne formy ograniczenia korzystania z telefonów komórkowych. Decyzja o wprowadzaniu takich zakazów wynika bezpośrednio od nauczycielek oraz nauczycieli”
Oddaj sprzęt albo ocena w dół
Jak to będzie wyglądać w praktyce? Jeśli szkoła wyznaczy specjalne szafki lub depozyt, uczeń będzie miał obowiązek zostawić tam sprzęt przed lekcjami. Państwo gwarantuje przy tym, że nikt nie będzie grzebał w prywatnych rzeczach dzieciaków. Przechowywanie ma być bezpieczne i z poszanowaniem prywatności. Szczegółowe zasady i techniczne rozwiązania mają wypracować wspólnie rodzice, nauczyciele i sami uczniowie.

Jeśli ktoś schowa telefon pod ławką i zostanie przyłapany, czekają go kary zapisane w wewnętrznym regulaminie szkoły. Może skończyć się na zwykłym upomnieniu, podpisaniu specjalnego kontraktu wychowawczego, a w skrajnych przypadkach – na obniżeniu oceny z zachowania na koniec semestru.
Zasady są ostre, ale przewidziano kilka życiowych wyjątków. Telefon będzie można wyciągnąć, jeśli nauczyciel pozwoli na to w celach edukacyjnych, na przykład do szybkiego quizu wiedzy. Smartfony zostaną w kieszeniach dzieci, które potrzebują ich ze względów zdrowotnych, jak choćby do monitorowania cukrzycy. W sytuacjach awaryjnych, gdy zagrożone będzie bezpieczeństwo, uczeń również dostanie prawo do szybkiego kontaktu z rodzicem.
Rządowe plany mogą wydawać się radykalne, ale społeczeństwo patrzy na nie bardzo przychylnie. Badania pokazują, że aż 85% Polaków popiera wyrzucenie smartfonów ze szkolnych korytarzy. Ludzie widzą, że dzieci zamiast rozmawiać i biegać po boisku, siedzą na przerwach ze wzrokiem utkwionym w wyświetlacze. Nowe prawo ma zmusić młodzież do budowania normalnych relacji i uratować ich resztki koncentracji.
Źródło: Ministerstwo Edukacji Narodowej / Zdj. otwierające: Pexels (@karola-g), Canva