TA STRONA UŻYWA COOKIE. Usługodawca oraz jego zaufani partnerzy korzystają z plików cookies i innych technologii automatycznego przechowywania danych do celów statystycznych, reklamowych oraz realizacji usług, w tym również aby wyświetlać użytkownikom najbardziej dopasowane oferty i reklamy.
Usługodawca i jego zaufani partnerzy wymagają zgody użytkownika na gromadzenie danych w celu obsługi spersonalizowanych treści i ogłoszeń. Jeśli korzystasz ze strony instalki.pl bez zmiany ustawień przeglądarki, to oznacza to, że nie wyrażasz sprzeciwu co do otrzymywania wszystkich plików cookies na swoje urządzenie ze strony instalki.pl.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce.
Od dnia 25.05.2018 r. na terenie Unii Europejskiej wchodzi w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego w sprawie ochrony danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z regulaminem oraz polityką prywatności serwisu  [X]
Instalki.pl » Aktualności » Bezpieczeństwo » Malware w sieci elektrowni atomowej. Rząd przyznaje się do problemu
Czwartek, 31 Październik 2019 13:49, Wpisany przez Maksym Słomski
elektrownia atomowa
O krok od tragedii.

Jak zapewne się domyślacie, systemy zabezpieczeń elektrowni atomowych powinny być wzorem dla innych i być projektowane tak, aby nie mógł do nich uzyskać dostępu absolutnie nikt niepowołany. Które bowiem placówki powinny być otaczane wyjątkową opieką, skoro nie te, których awaria mogaby pochłonąć setki tysięcy istnień ludzkich? Praktyka pokazuje jednak, że z zabezpieczeniami różnie bywa. W sierpniu informowaliśmy Was o tym, że w elektrowni atomowej na Ukrainie ktoś wydobywał kryptowaluty, nielegalnie podłączając komputery do sieci. Tym razem znacznie groźniejsza "wpadka" miała miejsce w Indiach.

Indyjska Nuclear Power Corporation of India Limited przyznała się, że w systemie elektrowni atomowej Kudankulam znaleziono szkodliwe oprogramowanie, które prawdopodobnie zostało tam umieszczone przez północnokoreańskich hakerów. Dosłownie dzień wcześniej Hindusi informowali, że absolutnie żaden problem nie istnieje i atak nie miał miejsca. Rząd Indii ma ogromne szczęście w nieszczęściu, bowiem poza wykradzeniem kluczowych danych nie wyrządzono najprawdopodobniej żadnych innych szkód.

Analityk ds. zagrożeń Pukhraj Singh w rozmowie z serwisem Ars Technica nazwał malware mianem potencjalnego "casus beli"- termin w języku łacińskim oznacza powód do wojny. Napomniał przy tym, że elektrownia atomowa była drugim z celów hakerów, a pierwszego z nich nie powinien w tej chwili zdradzać.

Szkodliwym oprogramowaniem okazała się aplikacja wykrywana przez rosyjski antywirus Kaspersky jako Dtrack. Był już wcześniej wykorzystywany do podobnych ataków, których celem była kradzież poufnych danych. Dtrack dzieli fragmenty kodu z innym popularnym malware za stworzenie którego odpowiada grupa Lazarus sponsorowana przez rząd Korei Północnej. Co więcej, odmiana tego programu o nazwie ATMDtrack jest wykorzystywana w Indiach do kradzieży danych z sieci bankomatowych.

Hindusi mają kolosalne szczęście, że oprogramowanie nie dało napastnikom pełnego dostępu do kontroli nad siecią energetyczną kraju. Ba, dostęp do samego tylko systemu sterowania indyjskiej elektrowni atomowej mógłby skończyć się tragicznie, gdyby tylko napastnicy chcieli wyrządzić szkody.

Źródło: Arstechnica